środa, 20 marca 2019

Diabeł tkwi w szczegółach

Pewna sytuacja zmusiła mnie dziś do przemyśleń...

Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, jak ważne są w życiu małe szczegóły. Szczegół może sprawić, że będzie nam się lepiej żyło, ale szczegół też może sprawić, że będziemy wkurwiać się wzajemnie nie do zniesienia. Mam bardzo trudny charakter i często się zastanawiałam w życiu, czy może nie lepiej byłoby mi samej. Nie.. może inaczej, czy nie lepiej byłoby partnerom towarzyszącym mi w życiu żyć beze mnie ... ? ( jakkolwiek by to nie zabrzmiało, nie było ich wielu). 

Przychodzi taki dzień jak dziś. Wracam z pracy i widzę odkurzacz. Odkurzacz, który powinien być schowany. I już mam zamiar się wkurwić i napisać coś nie miłego w SMS. Bo przecież znowu go nie schował. Ok poodkurzał, ale nie schował !

I w pewnym momencie przypominam sobie, że moje skarpetki codziennie rzucone gdzieś pod łóżko , czy fotel magicznie nie znikają, tylko ktoś je wrzuca do kosza na brudną bieliznę i nie robi z tym problemu, a mógłby. Bo przecież zrzucam te skarpetki i zostawiam prawie codziennie, a on odkurza raz na jakiś czas. Więc STOP, easy ! Powiedziałam sobie w myślach: korona Ci z głowy nie spadnie jak schowasz ten pieprzony odkurzacz. Jesteś szczęściarą, że masz faceta, który wykonuje obowiązki w domu na równi z Tobą. I jesteś szczęściarą, że masz faceta, z którym się uzupełniacie w wielu życiowych kwestiach. 

Przez to, że obrałam zupełnie inny tor myślenia wygenerowałam SMS, ale żartobliwy i z humorem.
Chciałabym żeby moja lepsza strona zawsze tak dzielnie walczyła z tą złą, jak dzisiaj. 

Cloud.

sobota, 6 stycznia 2018

It is time to move on.

Wiem, że postanowienia noworoczne tak samo jak zdrowy tryb życia  brzmią tak infantylnie, że niektórym na samą myśl robi się nie dobrze albo też wielu z nas po prostu z tego żartuje.

Też sobie żartowałam aż doszłam do takiego momentu w życiu, że uważam iż to doskonały czas do tego aby przeanalizować sobie poprzedni rok. Żeby szczerze samemu ze sobą porozmawiać o tym czy do końca tak właśnie chcę żeby wyglądał kolejny rok czy może wezmę się w sobie i postanowię coś zmienić. Brzmi infantylnie owszem, ale co infantylnego jest w tym, że mamy jedno życie i możemy przeżyć je tylko raz...? Co złego jest w tym, że trzeba cały czas próbować, szukać, zmieniać. Wielu ludzi boi się zmian, bo nie zawsze są to zmiany takie jakbyśmy oczekiwali. Ale róbmy to, bo drogi kiedyś w końcu przestają być kręte. Im więcej popełniamy błędów, im więcej nowych wyborów tym większa szansa na trafienie w ten najlepszy. Każdy ma prawo żeby błądzić, ale każdy z nas powinien nauczyć się wyciągać z tego wnioski i iść dalej po szczęście.

W tym roku postawiłam ogromny krok w przód w swoim życiu.  W końcu zdobyłam się na odwagę porzucić coś, co było dla mnie bardzo toksyczne i niszczyło mnie od środka. Wnioski nasunęły się same. Nie patrzę w tym momencie na korzyści tylko patrzę na to,  że czuje się lekka i to jest wspaniałe uczucie. Nie wymagam też od siebie teraz wiele, choć wiem, że aby poczuć się w pełni szczęśliwą muszę jeszcze dużo zmienić. Nie chcę siebie tym przytłaczać. Wszystko w swoim czasie.

Piszę to tylko dlatego aby może trochę przekonać Was do tego, że od czasu do czasu warto zrobić sobie rachunek sumienia. Dlatego, że sama podchodziłam do noworocznych postanowień jako do czegoś co zwykle i tak w połowie, a nawet już na początku stycznia gdzieś tam umyka... Zaglądajmy w głąb siebie i nie patrzmy na te postanowienia jak na kolejne obietnice rzucenia palenia czy inne małe grzeszki, których chcemy się pozbyć, ale w sumie nie do końca. A wreszcie tak na prawdę nie ma to aż tak wielkiego znaczenia, żeby sobie tym zaprzątać głowę. Mam tu na myśli bardziej poważne sprawy takie jak związki, toksyczne związki, toksycznie przyjaźnie, zła sytuacja w rodzinie, w pracy. Nie zgadzajmy się na bylejakość w życiu, a tym samym na to aby coś albo ktoś miał na nas tak ogromny wpływ.. na nasze samopoczucie, emocje, na to kim jesteśmy.

Open mind :)

Niech ten rok dla każdej, każdego z Nas będzie nową drogą do lepszego życia :) a tym, którym się wiedzie dobrze, niech się wiedzie jeszcze lepiej ! :)

K.

niedziela, 22 października 2017

"BOTOKS" nie dla mas

Na wstępie chciałabym podkreślić, że nie jestem krytykiem filmowym ani recenzentem. Mimo to byłam, zobaczyłam i chciałabym się podzielić swoją opinią na temat filmu. 



Pojawiła się spora fala hejtu w stronę filmu, która swoją drogą jest bardzo ciekawa. Po pierwsze dobrze o nim świadczy, ponieważ pobudza do dyskusji. Po drugie porusza tematy o jakich zwykle nie rozmawia się na forum. Mnóstwo ludzi narzeka na mnogość wątków, moim zdaniem dzięki temu dało się ten film oglądać i nie miało się uczucia, że zobaczyło się kolejny odcinek "Lekarzy" albo na "Na dobre i na złe". W moim odczuciu każdy wątek ma coś do przekazania odpowiedniej grupie ludzi i pobudza do refleksji. Weźmy na przykład rolę Olgi Bołądź, filmowej Danieli. Kobieta ma za sobą ciężkie życie. W domu się nie przelewa, no poza alkoholem. Straciła ojca, została sama z dwójką dzieci, bez pieniędzy. To, że była mało urodziwa utrudniało jej znalezienie dobrej pracy, dzięki której mogłaby pozostawić przy sobie dzieci i je wychować. Podjęła się pracy w koncernie farmaceutycznym, co nie było łatwe. Musiała się w niej utrzymać, więc robiła wszystko żeby jak najlepiej wypaść. Dzięki temu mogła utrzymać rodzinę. Tę postać zrozumieją tylko matki. 



Film jest jednym słowem mocny. Pobudza do refleksji. Obrazuje samo życie od wielu stron. Pokazuje też, że nie zawsze (i to się tyczy każdej branży) przyjmowani są odpowiedni ludzie na odpowiednie stanowiska. Sporo ludzi widzi tylko tą złą stronę mocy. Czyli to, że Patryk Vega ukazuje lekarzy w złym świetle. Jednak każdy film jest o czymś, jeśli jest o kryminalistach nie świadczy to przecież o tym, że każdy z nas jest kryminalistą. Jeżeli film jest o skorumpowanej policji nie oznacza to, że każdy policjant jest skorumpowany. Tutaj ludzka czepliwość po prostu wygrała. 


Wielką krytyką została oblana fabuła, która według niektórych jest mocno przerysowana. Najprościej da się to wytłumaczyć w taki sposób, że nie każdy z takimi sytuacjami się spotkał. Osobiście nie  musiałam daleko szukać potwierdzenia jakoby film był na faktach, ponieważ znalazłam je w we własnych doświadczeniach. Spotkałam w swoim życiu lekarza, który dopisuje do recepty leki, których tak naprawdę pacjenci nie musieliby przyjmować. Kieruje do placówek płatnych na rehabilitacje, z którymi "przyjaźni" się od lat. Potrafiłam też czekać 40 minut w pustej przychodni, po czym z gabinetu wychodziły rozchichotane i zadowolone przedstawicielki koncernu farmaceutycznego. Wątek pijanych kierowców karetki też jest mi dość bliski. Pracując kiedyś jako barmanka dość dokładnie słyszałam jak panowie o godzinie 22 pijani tak, że ledwo chodzili na nogach mówiąc do mnie "tylko pani nie słucha" opowiadali sobie, że jutro najwyżej powiedzą, że "im karetki zapier....li, została tylko jedna i właśnie wyjechała na sygnale" ... Nie raz słyszało się o karygodnych błędach lekarzy, przez których matka straciła niemowlę, człowiekowi ucięto nie tą nogę co trzeba. Błędy lekarzy są bardzo szybko tuszowane. O tym, że szpitale nie sprzyjają w szybkim powrocie do zdrowia mogę opowiedzieć dużo gdyż sama przechodziłam ciężką chorobę. Nie wspominając już o SOR'ze, o którym można byłoby napisać książkę. 


Film jest dla osób, które nie boją się drastycznych scen. Nie jest on jednak dla wszystkich. Uważam, że nie powinno się zabierać na niego dzieci. Nie polubią się też z nim ludzie, których gorszą wulgaryzmy i czarny humor. Polecam go dla tych osób, które maja otwarte umysły i potrafią się zagłębić w temat. Rzadko kiedy oglądam filmy po kilka razy, ale do tego filmu skłonna jestem wrócić jeszcze raz. 

piątek, 16 czerwca 2017

Recenzja lakierów hybrydowych INGRID COSMETICS

Jakiś czas temu postanowiłam, że zacznę robić sobie manicure hybrydowy w domu i tym samym odnalazłam nowe hobby. Oczywiście ja jak to ja nie mogłam poprzestać na jednym kolorze, a co za tym idzie niestety mój portfel zaczął nad tym poważnie ubolewać. Dlatego rozpoczęłam intensywne poszukiwania tańszych zamienników. Tak więc dziś na tapecie kilka słów o lakierach hybrydowych od INGRID Cosmetics


Moja przygoda z lakierami hybrydowymi od INGRID Cosmetics zaczęła się dość nietypowo, ponieważ nie miałam zielonego pojęcia o ich istnieniu. Miano szczęśliwego odkrywcy przypada tym razem mamie, która to przyniosła mi pierwsze dwa kolorki do domu. Na zdjęciu widać 6 kolorów, które testowałam wielokrotnie i poniżej opiszę każdy z nich. Posiadam jeszcze jeden, którego nie widać na zdjęciu (jedyna perełka, o której napiszę na koniec). Tak więc testowałam przez ok. 2 lata 7 kolorów tej marki. Dlatego też zdecydowałam się na szczerą opinię na temat tych hybryd. Nie miałam okazji wypróbować jeszcze bazy i topu, ale w przyszłości na pewno popełnię ich zakup. 

Na wstępie chciałabym pokrótce przedstawić co to za firma i czym się zajmuje.

Verona Products Professional bo taka jest pełna nazwa firmy jest multi brandową firmą kosmetyczną z polskim kapitałem. W swojej ofercie mają produkty do makijażu, pielęgnacji twarzy i ciała, koloryzacji i pielęgnacji włosów, a także zapachy. Występują pod brandami takimi jak min. INGRID, Vollare, Skin UP,  Biodermic, Revia i Vittorio Bellucci.

Konsystencja i krycie: według mnie są nieco za rzadkie, musiałam się sporo natrudzić żeby nauczyć się je aplikować tak, aby nie zalewały skórek. Zdecydowanie łatwiej mi jest pracować na gęstszych, ale z drugiej strony to plus, bo nie robią smug. Ściągałam z pędzelka jak największą ilość lakieru i nakładałam 3 cienkie warstwy. Nie marszczyły się ani nie kurczyły po utwardzeniu w lampie. Natomiast kolory, w szczególności te jasne są bardzo słabo napigmentowane. Zdarzało mi się, że po nałożeniu 3 warstw paznokieć nadal prześwitywał. Co moim zdaniem jest ogromną wadą tych lakierów.

Oznaczenie: na zakrętce z boku oraz na buteleczce mamy naklejkę z kolorem, nazwą i numerem lakieru. Kolejnym minusem jest to, że przy zakupie nie należy kierować się kolorem naklejki, ponieważ nie zawsze odpowiada temu, co znajduje się w środku.


Pędzelek: dosyć cienki, gęsty i długi. Moim zdaniem bardzo wygodny w aplikacji. Co ważne rączka pędzelka jest krótka i produkt nie zatrzymuje się na niej co jest ogromnym plusem, ponieważ lakier nie zlatuje na pędzelek podczas malowania.

Zapach:  całkiem przyjemny i znośny. 

Utwardzanie: nigdzie nie znalazłam wytycznych co do czasu utwardzania. Ja utwardzałam go 30 sek. w lamie Diamentowej UV LED CCFL 36 W.

Dostępność: drogeria Hebe, polecam też szukać w mniejszych sklepikach z kosmetykami tam najczęściej są w niższej cenie.

Pojemność: 7 ml.

Cena: od 15.60 zł do 29.90 zł ( Hebe

Ściąganie: bardzo ładnie współpracuje z acetonem, po delikatnym spiłowaniu pierwszej warstwy, wystarczy kilka minut i lakier odchodzi od paznokcia.

Trwałość: Nie ściera się, dobrze współpracuje z bazą i topem innych marek. Jedynie kolor czerwony odpryskiwał na końcówkach.

Podsumowując: według mnie na rynku są dostępne lakiery w dużo niższej cenie, o wiele łatwiejsze w użytkowaniu. I przede wszystkim lepszej jakości. Natomiast do dnia dzisiejszego posiadam lakier w kolorze 25 BOYSENBERRY (to o nim pisałam wyżej, że nie ma go na zdjęciu, zakupiłam go najpoźniej), który jest wisienką na tym dość niesmacznym torcie. Uwielbiam go za kolor, przyjemnie się go nakłada, nic się z nim nie dzieje mimo, że mam go już ponad rok. Natomiast niżej opiszę, co się działo z resztą lakierów, które posiadałam.



Odcienie 


2 FRENCH BEIGE w rzeczywistości jest to kolor bardziej różowy niż jak nazwa wskazuje beżowy. Po 3 warstwach nie kryje nawet na białym podkładzie. Po pewnym czasie bardzo zgęstniał, pojawiły się "gluty" w buteleczce i nie pozostało mi nic innego jak go wyrzucić.
30 PISTACHIO zrezygnowałam z niego sama, ponieważ działo się z nim to samo co z kolorkiem nr. 2 za bardzo prześwitywał i dodatkowo pozostawiał smugi.


20 PINK DOLL to przepiękny odcień różu, ale niestety rozwarstwił mi się w buteleczce po kilku miesiącach.
24 VIOLET aparat trochę przekłamał kolor na wzorniku, w rzeczywistości jest bardziej intensywny i ma odcień fioletu z nutką fuksji, przepięknie się prezentuje. Jeżeli chodzi o konsystencję nic się z nim nie stało, ale nie lubię na nim pracować, ponieważ muszę nakładać 3 warstwy dla pełnego krycia.

39 BLACK DIAMOND to brokatowy kolor czerni i srebra. Nie miałabym do niego żadnych zarzutów gdyby nie to, że po pewnym czasie rozwarstwił mi się w taki sposób, że pozostał po nim tylko srebrny brokat w buteleczce.
43 SEXY RED  niestety, ale zepsuł mi się najszybciej ze wszystkich kolorów. W buteleczce pojawiły się grudki, które skutecznie utrudniały mi aplikację. Później rozwarstwił się i stworzyła się w środku żółta ciecz.

A teraz kilka manicure, które udało mi się stworzyć za pomocą tych lakierów


30 PISTACHIO




 20 PINK DOLL 

39 BLACK DIAMOND oraz 2 FRENCH BEIGE
to zdjęcie idealnie obrazuje ile warstw musiałam nawalić, żeby kolor całkowicie pokrył paznokiec ( patrz palec wskazujący)

 24 VIOLET


 I NA KONIEC MÓJ ULUBIONY 25 NOYSENBERRY

Sami oceńcie czy warto :) z chęcią poczytam Wasze opinie na temat lakierów tej marki. Zachęcam do udzielania się w komentarzach.


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka